BZRK, czyli o świecie makro i nano



Makro i nano. To dwa miejsca, w których dzieje się akcja powieści Michaela Granta pt. ,,BZRK''. Autor po znakomitej serii dla młodzieży ,,Gone Zniknęli'' zabrał się do napisania innego cyklu, nieco trudniejszego, gdyż jest on z gatunku science-fiction. Czy mu się to udało? Zobaczmy!
BZRK opowiada o świecie, w których główną rolę pełnią nanoboty i bioty. Oczywiście występują tam ludzie, gdyż tylko oni potrafią kontrolować te małe organizmy. 

Pewnego dnia wydarzyła się katastrofa lotnicza, podczas której zginął Grey, główny uczestnik organizacji BZRK. Zostawił on po sobie jedynie córkę Sadie, którą po kilku dniach odnajdują tajni agenci uważając, że to ona zyskała po ojcu pewne zdolności. 
W zupełnie innym miejscu, Noah siedzi w więzieniu ze swoim chorym psychicznie bratem Aleksem, który również był uczestnikiem BRZK. Chłopak musi zastąpić swojego brata i tym samym trafia pod opiekę ludzi z Berserk. 
Jedna dziewczyna. Jeden chłopak. Czy poprawnie pokierują swoimi biotami i zniszczą tajną organizację stworzoną przez braci Armstrongów? Czy zdążą na czas? 

,,Nie możesz być szczęśliwy, jeśli nie jesteś wolny.''

Styl Granta jest równie niesamowity jak dawniej. Myślę, że tworząc BZRK musiał się nieco bardziej postarać. Science-fiction to gatunek, z którym jest na pewno ciężko się oswoić. Niby zwykły ten styl, ale... Taki wyjątkowy. Szczerze? Mogłabym ciągle czytać powieści tegoż autora. 

Ale do rzeczy. Początek BZRK jest po prostu bardzo trudno i troszkę zanudzający. Trudno było się połapać z bohaterami, których i imiona, i ksywki występowały razem w książce. Na dodatek pierwsze kilkadziesiąt stron szło mi opornie. Niestety, z żadną postacią  się nie przywiązałam, co jest dużym minusem, ponieważ lubię, kiedy czytelnik może poczuć jakąś więź z wybranym bohaterem.

 Ten nowy świat stworzony przez Granta przeraził mnie i zaskoczył. Tyle zwrotów akcji i niespodziewanych momentów na początek to odrobinę za dużo.

Jeśli przeczytamy już kilkadziesiąt stron, żaden bohater nam się nie pomyli. Tak jak wspomniałam, na początku jest pewne zamieszanie, ale później już z górki. 

Spodobało mi się to, że kiedy Michael przedstawia nam, czytelnikom, jakiegoś bohatera, to od razu podaje jego wygląd, cechy charakteru i sposób bycia. Duży plus za taki pomysł. W innych książkach dostajemy samo imię, a koloru włosów dowiadujemy się w połowie lektury. A ja takiego czegoś nie znoszę. Dlaczego? Bo wyobrażam sobie bohaterów już od samego początku, a kiedy dowiaduję się nowych rzeczy o nich, wciąż muszę ich w głowie zmieniać. 

Bracia Armstrongowie występują tu jako złe charakterki. Ale ze wszystkich bohaterów ich polubiłam najbardziej. Ich wygląd (o którym tutaj nie wspomnę) jest kapitalny. Wyobraźnia Granta zawirowała. Bracia świetnie się spisali w tejże powieści. 

Pomysł na książkę był po prostu świetny. Będę do znudzenia mówić, że science-fiction to gatunek niezwykle trudny. Ale taka jest prawda. Dla czytelnika jest kłopotliwy, a co dopiero dla autora? Podziwiam Granta za napisanie tejże powieści. Czy podołał? Tak! Dał radę. Pokazał, że stać go na napisanie dobrego fantasy, dobrej przygodówki, ale i dobrego science-fiction. 

Okładka ,,BZRK'' nie należy do najpiękniejszych. Jednak to jej prostota mnie przyciągnęła. Dodatkowo jest ona ze skrzydełkami, które ja tak bardzo uwielbiam. 

Pod koniec muszę oznajmić, iż nie przepadam za science-fiction. Jednak ta książka stała się moim małym wyjątkiem. 

Moja ocena: 
5/6


***

Cześć i czołem! Jak już pewnie zauważyliście, zmieniłam wygląd bloga oraz jego nazwę. Podoba się? Będzie mi miło, jeśli wyrazicie swoją opinię w komentarzach. Mimo, że mam dość sporo nauki, postanowiłam, że nie będę zaniedbywać stronki i, jak pisałam we wcześniejszym poście, dodawać samych recenzji. Za tydzień pojawi się post okołoksiążkowy. Czy będzie ciekawy? Zobaczymy! 
Nadeszła jesień, a wraz z nią deszczowe i chłodne wieczorki. Będzie więcej czasu na czytanie! :)
A jak tam u Was? Macie do przeczytania jakąś lekturę szkolną?
Pozdrawiam Was cieplutko :)
Trzymajcie się! Do następnego! :*

                      

Komentarze

  1. Science-Fiction to raczej nie moje klimaty i chyba nie zdołam się przemóc do tej powieści, nawet jeśli dla Ciebie stała się wyjątkiem ;).

    OdpowiedzUsuń
  2. Wygląd bloga bardzo mi sie podoba :) Co do sciene-fiction to z reguly omijam ten gatunek, bo takie ksiazki sa dla mnie ciężkie, no nie wiem jak to wyrazić, ale po prostu nie podobają mi sie wymyślone, niemozliwe fabuły. Wole czytac o sytuacjach ktore naprawde moga sie zdarzyc w rzeczywistosci. Jednak ksiazka ktorą opisujesz rzeczywiscie musi byc dobra, skoro tak dobrze ja ocenilas.
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie;)
    (recenzentka-ksiazek.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz, jest naprawdę dobra. I nie jest wcale taka ciężka (tylko na początku). Ale każdy ma swój gust, każdy wybiera sobie takie książki, które podczas czytania będą sprawiały mu przyjemność.
      Pozdrawiam!:p

      Usuń
  3. Ooo, kochana - ładniutko się tu u Ciebie zrobiło! *0*
    Jeśli chodzi o autora - to Gone mnie zanudziło na śmierć (no prawie - w końcu to piszę XD). Jednak bardzo ciekawie opisałaś tę książkę i są szanse, że dam autorowi drugą szansę.
    Sci-Fi zapowiada się ciekawie - chociaż "Jeden chłopak. Jedna dziewczyna" kojarzy mi się z tanim romansem :')
    Okładka straaaasznie mi się na podoba :'(
    Pozdrawiam serdecznie!
    xoxo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gone? :< Dlaczego akurat Gone? xD
      Nie, to nie jest tani romans. Spokojnie :)
      Pozdrawiam również! ;*

      Usuń
  4. Podoba mi się Twój blog, jest taki czysty i uporządkowany :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz