Płycizny Nocy - Eric Van Lustbader


,,Płycizny nocy'' to powieść napisana przez amerykańskiego pisarza Erica Van Lustbadera. Jest ona z gatunku fantasy z nutą przygodówki.

Głównym bohaterem zostaje wojownik Ronin, który szkoli się do bycia najlepszym mistrzem w sztukach walki. Kiedy jego nauczyciel proponuje mu ,,awans'', ten wycofuje się i tym samym staje się przeciwnikiem Wolnej Domeny. Razem z przyjacielem Borrosem postanawia wyruszyć w długi rejs, który zadecyduje o jego przyszłości.

Powiedzieć to prosto z mostu i zakończyć szybko recenzję czy trochę poopowiadać? Może wybiorę drugą opcję, ponieważ moim celem jest odradzenie tejże książki. Dlaczego? Czytajcie dalej.

Minusy, minusy i jeszcze raz minusy. Pełno minusów.

Pierwszy z nich: stanowczo za dużo pojawia się opisów. Rozumiem, że autor chciał pobudzić wyobraźnię czytelnika, ale bez przesady. Byle jaki kwiatek zostaje nam przedstawiony niemal jak skomplikowany wehikuł czasu. Mnie nawet nie chciało się wyobrażać ludzi czy stworów, ponieważ zostali tak beznadziejnie przedstawieni, że gorzej być nie mogło.

Drugi minus: niewielka ilość dialogów. Tekst czyta się bardzo opornie; szczerze przyznaję, że chciałam tę powieść jak najszybciej skończyć, a ona ciągnęła się... I ciągnęła... I ciągnęła... Rozmów pomiędzy bohaterami jest stanowczo za mało jak na książkę liczącą sobie ponad dwieście stron. Zresztą połowa z nich i tak nie jest zbyt intrygująca.

Trzeci minus: niepoprawne zrealizowanie dobrego pomysłu. Fabuła na pierwszy rzut oka wydaje się interesująca. Każdy fan fantastyki poświęciłby jej trochę uwagi. Autor jednak zniszczył cały ten świetny pomysł. Tworzy mieszankę, z której praktycznie nie można się niczego dowiedzieć. Pojawia się tylu bohaterów i  tyle trudnych do zapamiętania imion, że czasami do głowy przychodziły mi takie myśli: ,,Chwila, jego to nie zabili?'',  ,,Jakim cudem on zmartwychwstał?''. Być może jest to moja wina, że nikogo nie kojarzyłam, nie wiedziałam, o co tam chodzi, ale po prostu chciałam mieć już tę powieść za sobą. Nawet nie macie pojęcia, jaka ulga mnie spotkała po przewróceniu ostatniej strony!

Czwarty minus: bohaterowie pozbawieni emocji. Lustbader w ogóle nie przedstawił nam sytuacji, w których dana postać odczuwa strach czy irytację. Czułam się tak, jakby Eric uważał tych bohaterów za zwykłe lalki. Podczas walk nie przeczytałam nawet odrobiny tekstu o odczuciach postaci. Widok nagich kobiet również nikogo w ogóle nie dziwił. Nikogo! Co z tego, że babka przebiegnie w samych skarpetkach po zamku. Przecież to normalne. W jakich oni czasach żyli?!

Czy są jakieś plusy? Może takim małym jest wykreowanie Ronina i poświęcony mu czas. Chociaż on i tak jest lalką; nie odczuwa emocji. Więc nie wiem, nad czym my się tutaj zastanawiamy.

Dam Wam mądrą radę. Trzymajcie się od tej książki z daleka. No, chyba, że chcecie sobie zmarnować czas na tak fatalną lekturę.

Moja ocena:
2/6


Pytania do czytelnika
1. Słyszeliście o tej książce lub czytaliście ją?
2.  Postanowiłam dodawać po dwa posty tygodniowo. Nie chcę mieć bałaganu z zaległymi recenzjami. :) Zadowoleni? 

Pozdrawiam mocno i życzę zaczytanego stycznia! :*

Komentarze

  1. Oj, coś przeczuwałam, że to będzie gniot;/

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie zamierzam sięgnąć po tę książkę, głównie dlatego, iż fantasy nie jest moim gatunkiem, ale nie będę ukrywała, że Twoja recenzja miała na to- może znikomy, ale jednak- wpływ. Pozdrawiam serdecznie- http://strefawyobrazni.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet ten znikomy wpływ sprawia, że czuję, iż ta recenzja nie jest zbędna.

      Usuń
  3. Widzę, że nie warto tracić na nią czasu ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już lepiej przesiedzieć w ciszy i myśleć o tych popularnych niebieskich migdałach. xD

      Usuń
  4. Czytając pierwsze zdanie tej recenzji pomyślałam: "O, fantasy, to może być ciekawe". Jednak z każdym kolejnym zdaniem mój zapał malał i po takiej opinii raczej nie będę miała ochoty po nią sięgnąć.
    Pozdrawiam xx
    http://absolutnamaniaczka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Nawet nie słyszałam o tej ksiązce, ale raczej bym jej nie tknęła i widzę, że dobrze bym zrobiła :D Mój piętnasty zmysł książkoholika prawie nigdy się nie myli :D
    Masakra, książka, która ma 200 stron się ciagnie xD Toz to jest mission impossible!

    Tak! Mnie pasują dwa posty tygodniowo, zdecydowanie, sama dodaję podobnie :D No dobra, czasem zdarzają się trzy :D
    BuziakI :*
    Kasia z Kasi recenzje książek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach ten Twój piętnasty zmysł xD Pożycz go na trochę!

      Usuń
  6. Nie słyszałam o tej książce ale wydaje się być okej :D
    http://wishylss.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieco smuci mnie wiadomość, że nie przeczytałaś recenzji... :(

      Usuń
  7. jestem zadowolona :) książkę będę omijać szerokim łukiem :D duża ilość opisów jest dopuszczalna jedynie u Tolkiena XD pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U Tolkiena? xD Mnie niestety troszkę nudziły jego opisy. :(

      Usuń
  8. Opis nie był zły i pewnie bym się skusiła... Dzięki ci, że mi ją wybiłaś z głowy! :D Też bym się gubiła w bohaterach, mam sklerozę do imion...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opis rzeczywiście przyciąga, ale... Nie na długo! xD
      ...do imion trudnych do zapamiętania.* :D

      Usuń
  9. Fabuła książki brzmi ciekawie, ale jeśli piszesz że to totalny gniot.. to lepiej nie sięgnę :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Co prawda jeszcze nigdzie się na tę książkę nie natknęłam, ale Twoja rada przyda się na przyszłość :D
    Opisów w stylu "Pana Tadeusza" chyba wolę unikać :v

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, porównując opisy z ,,Pana Tadeusza'' do ,,Płycizn Nocy'' to ta pierwsza książka wypada nieco gorzej. :P

      Usuń

Prześlij komentarz